Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRĄDZIK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRĄDZIK. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 listopada 2014

ZMIANA NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH CZ. 1: Świadomość






ZMIANA NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH CZ. 1: Świadomość

W dzisiejszych czasach stosowanie różnego rodzaju diet jest na porządku dziennym. Internet, tv i czasopisma atakują nas ogromem informacji dotyczących przede wszystkim tego jak schudnąć a dodatkowo przekonują nas, że możemy to zrobić w krótkim czasie. Niestety obietnice są złudne a zmiana żywienia na krótką metę czasu owszem może coś zmienić w naszym wyglądzie, ale tylko i wyłącznie na czas stosowania diety. Ciemną stroną nieprzemyślanych diet mogą być natomiast poważne problemy zdrowotne jakie zaserwujemy swojemu organizmowi, np. stosowanie drastycznych diet białkowych (dr Atkinsa i dr Dukana) czy tłusta dieta dr Kwaśniewskiego. Bez względu na to czy zamierzasz zmienić swoje nawyki żywieniowe z powodów zdrowotnych (choć wtedy mobilizacja rzeczywiście jest większa), chcesz zrzucić kilka zbędnych kilogramów czy może należysz do małej garstki osób, które są świadome swoich złych nawyków i stopniowo pragną wprowadzać zdrowe produkty do swojego codziennego menu, bardzo dobrze jeśli taki proces poprzedzisz dużą dawką wiedzy, najlepiej z różnych źródeł. Świadomość tego, że nasz organizm funkcjonuje w oparciu o to, co jemy jest pierwszym ogromnym krokiem do trwałej zmiany nawyków żywieniowych i raz na zawsze zaprzestania testowania na sobie różnorodnych diet z pierwszych stron gazet. Zdrowe odżywianie niesie ze sobą bowiem nie tylko świetną kondycję i zdrowie dla organizmu ale również pozbycie się zbędnych kilogramów (również nabranie masy ciała u osób, które nie mogą przytyć) a zafunduje dodatkowo promienną cerę, zdrowe paznokcie i włosy. 

NIE MA DIETY CUD - IM SZYBCIEJ TO SOBIE UŚWIADOMISZ TYM LEPIEJ.




Dlaczego zmiana nawyków jest taka trudna?
Na co dzień osaczają nas miliony kolorowych, wyglądających bardzo zachęcająco produktów i bez względu na to czy czujemy zapach jedzenia czy tylko i wyłącznie na nie patrzymy (nie tylko na żywo ale również w tv) - te wszystkie elementy po prostu wzmagają nasz apetyt. Reklamy mają na celu pobudzić nasze kubki smakowe jak również wprowadzić pozytywne skojarzenia z przedstawianym produktem. Operowanie takimi hasłami jak radość, szczęście, które możemy osiągnąć w kilka chwil jest bardzo powszechne. I tak widzimy kruchy wafelek, który zostaje polany strumieniem czekolady, chrupiące paluszki czy czipsy o różnorodnych smakach, gotowe dania obiadowe, których przygotowanie nie zajmie więcej jak 5 względnie 15 minut, a wszystko to opatrzone hasłami, które mają nas przekonać o tym, że produkty te są lekkie, pełnowartościowe i o zgrozo... zdrowe! Obrazek uśmiechniętej rodzinki, która wcina kurczaka z sosem z torebki czy uśmiechnięte dziecko, które w drodze do szkoły przegryza słodki batonik czy na śniadanie szybko pochłania miskę czekoladowych płatków śniadaniowych za aprobatą dumnej mamy. 




Nawet jeśli na co dzień nie oglądamy na bieżąco telewizji i nie dajemy się "otumaniać" to i tak wizyta w sklepie prowadzi do kolejnych rozterek - w tej chwili różnorodność coraz większej ilości przetworzonych, gotowych produktów czeka na potencjalnego klienta na półkach i przykuwa wzrok kontrastowymi zestawieniami kolorów bądź wręcz przeciwnie - estetycznie daje wrażenie produktu domowego, wystarczy jedynie sięgnąć ręką. A my, usprawiedliwiając się w konsekwencji brakiem czasu, po prostu pakujemy to to wszystko do koszyka.

Spożywanie przez dłuższy czas przetworzonej żywności sprawiło, że zmieniły się nasze upodobania co do smaków. Jeśli codziennie serwujesz sobie dania z torebki a w przerwie w pracy zamawiasz kebaba to zjedzenie warzyw na parze może okazać się dla Ciebie katorgą i wywoła co najwyżej odruch wymiotny. Przyzwyczajenie do bardziej wyrazistych smaków uzależnia, podobnie zresztą jak cukier dodawany obecnie do wielu produktów. Wraz z coraz większym spożyciem przetworzonych produktów nasz mózg po prostu koduje, który pokarm i substancje są po prostu smaczne. Uwierzcie, zmiana nawyków żywieniowych, która nie trwa niestety dzień, dwa, tydzień, kilka miesięcy a właśnie kilka lat sprawi, że cała chemia będzie momentalnie wyczuwalna i nasze kubki smakowe nie będą jej tolerowały. 




Kolejny element to nawyki żywieniowe wyniesione z domu, tradycja jak również nawyki będące wynikiem uwarunkowań społecznych. Często spotykam się z rozumowaniem, że jak człowiek jest szczupły i młody to może sobie pozwolić na wszystko. Mówienie w takiej sytuacji o zmianie nawyków na zdrowsze jest odbierane jako kaprys czy fanaberia. Sami często nie zdajemy sobie sprawy z tego w jak dużym stopniu przetworzone są produkty, które kupujemy. Dla przykładu taki "świąteczny" bigos kiedyś robiło się z warzyw, które nie były tak bardzo narażone (jeśli w ogóle) na opryski a kiełbasa nie była w 90% zbitką odpadów produktów mięsnych połączoną z innym tłuszczem, konserwantami, stabilizatorami, barwikami, no i oczywiście kilkoma procentami mięsa zwierzęcia, które z kolei nie było karmione paszą, do której dodawało się wiele odpadów produkcji artykułów spożywczych, chemicznych, w tym leków i antybiotyków. Jemy zupełnie inne produkty (nawet jeśli wyglądają i smakują podobnie) niż nasi rodzice a już na pewno nasi dziadkowie, przez co gospodarka energetyczna naszego organizmu zostaje zaburzona. Stąd nie tylko problemy z otyłością ale również problemy z pracą poszczególnych organów. Cukrzyca u młodych ludzi, problemy z trawieniem i/lub wypróżnianiem u co 2-3 osoby, problemy skórne czy problemy ze stawami to tylko niektóre przykłady. Przeciętny Polak w dalszym ciągu spożywa produkty, które zawierają zbyt dużą ilość powszechnie rozumianej chemii, soli, cukru czy białej mąki, spożywa zdecydowanie za dużo nabiału czy mięsa (w niektórych domach obiad bez mięsa jest nie do zaakceptowania i spożywa się je codziennie; jednocześnie stanowi dodatek do śniadania czy kolacji, np. w formie szynki czy parówek). Tą całą gamę "pseudopożywnego" jedzenia często uzupełnia się produktami gotowymi, począwszy od proszków, które potrafią wyczarować sos do mięsa, zupę czy dressing do sałatek, poprzez garmażeryjne gotowe zafoliowane jedzenie typu pierogi, krokiety, hamburgery oraz wszelkie dania instant, do których potrzebujemy jedynie gorącej wody, zakończywszy na mocno słodzonych produktach, tj. jogurty, mleka, serki i wody smakowe oraz wszystkich daniach, które można przygotować za pomocą kuchenki mikrofalowej. 





Promocja zdrowia?
O szkodliwości soli, cukru, białej mąki, zbyt dużego spożycia mięsa oraz nabiału a szczególnie całej gamy produktów i dodatków, które są przetworzone niestety publicznie się nie mówi, a jeśli nawet porusza się ten temat to właśnie w odniesieniu bardziej do diety niż do prawidłowego sposobu odżywiania. Mi wciąż brakuje kampanii ogólnokrajowej, która za pomocą wszelkich nośników medialnych propagowałaby odpowiednie podejście do tematu żywienia, brakuje lekarzy, którzy posiadaliby choć minimalną wiedzę odnośnie wpływu odżywiania na zarówno przewlekłe schorzenia czy poważne choroby. W dzisiejszych czasach wszystko rozwiązuje się garścią tabletek, których spożycie wraz z wiekiem tylko wzrasta. Stajemy się uzależnieni od niezdrowych produktów oraz leków, które powoli acz konsekwentnie po kolei wyniszczają nasze organy. Zauważyliście może, że mnóstwo reklam, które polecają niezdrowe jedzenie jest przeplatane reklamami leków? Po co rezygnować ze smacznego posiłku, martwić się zgagą, bólem brzucha, wzdęciami czy dokuczającą wątrobą jak można po prostu połknąć jedną pigułkę, która rozwiązuje wszystkie te problemy. I choć każdy z nas ma swój rozum i sam decyduje o tym co je i jakie pigułki zażywa to wg mnie pokazywanie takich reklam powinno być karane.

Jeśli decydujesz się na dietę to tylko pod nadzorem dietetyka bądź dobrego mądrego lekarza. Jeśli nie chcesz porad specjalistów to wystrzegaj się skrajnych diet (wspomniane diety białkowe czy dieta dr Kwaśniewskiego). Oprócz tego sama zadbaj o poziom wiedzy na temat odżywiania - czytaj artykuły, książki, najlepiej takie, które są poparte fachową wiedzą. Pamiętaj, nikt nie zadba o Ciebie tak dobrze, jak Ty sama!

Druga część już wkrótce.
Zapraszam do komentowania. 




Zdjęcia, źródło: Internet

środa, 19 listopada 2014

CZY ZDROWE ODŻYWIANIE SIĘ KOSZTUJE WIĘCEJ? PORÓWNANIE






CZY ZDROWE ODŻYWIANIE SIĘ KOSZTUJE WIĘCEJ? PORÓWNANIE.

Od kilku miesięcy jestem na diecie i znajomi widząc jakie zmiany we mnie zachodzą pytają co takiego zrobiłam, że schudłam, co zrobiłam, że moja skóra i włosy wyglądają lepiej. Wtedy zaczynam opowiadać o swojej diecie. Większość osób bardzo sceptycznie podchodzi do rezygnacji/ redukcji produktów węglowodanowych z codziennej diety a w momencie, w którym dowiadują się w jakie produkty obecnie się zaopatruję prawie zawsze pada komentarz, że pewnie teraz przygotowywanie posiłków wymaga składników, na które wydaję fortunę. To mylne wrażenie, rezygnacja z produktów mięsnych (mięso wołowe, wieprzowe) bądź ich redukcja (drób) jak również wyrzucenie ze swojego menu słodyczy, potraw przetworzonych i gotowych a zastąpienie ich przede wszystkim dużą ilością świeżych warzyw, owoców, ryb, serów, pestek czy orzechów, nawet tych pochodzących z upraw ekologicznych nie powoduje, że wydaję więcej, a wręcz przeciwnie, jeśli tylko poświęcam temu czas i gotuję sama - jestem w stanie sporo zaoszczędzić. Poza tym zdrowe jedzenie nie ogranicza się tylko i wyłącznie do sklepów z żywnością ekologiczną gdzie ceny rzeczywiście mogą szokować. Ja staram się większość produktów, tj. jaja, drób, biały ser, warzywa i owoce kupować od lokalnych dostawców na miejscowym targu, po mąkę do wypieku chleba jeżdżę do młyna - ceny porównywalne a nawet niższe od tych w supermarketach a jakość o wiele wyższa. W młynie za 5kg mąki płacę jak za 1-2kg w sklepie. Poniżej kilka przykładów poszczególnych grup produktów:




1. Słoiczek oleju kokosowego, którego używam do smażenia naprzemiennie z oliwą z oliwek wystarcza mi na jakieś 3-4 miesiące - smażenie staram się ograniczać do minimum (robię maksymalnie 3-4 potrawy smażone tygodniowo), i choć olej kokosowy jest o wiele droższy niż oliwa z oliwek czy sam olej to i tak w porównaniu z okresem kiedy co drugie moje danie było przygotowywane na patelni, zakup małego słoiczka organicznego oleju kokosowego bardziej się opłaca. 

2. Niegdyś batonik był dla mnie standardową codzienną przekąską pomiędzy posiłkami a jak ktoś jest uzależniony od słodyczy to wiadomo, że na jednym batoniku czy wafelku się nie kończy, zwłaszcza że często bywa tak, że trudno się oderwać od tabliczki czekolady czy zostawić puste opakowanie ciastek. Paczka ciastek do wydatek nawet 3-5zł, z czekoladą jest różnie - za te lepsze zapłacimy nawet kilkanaście złotych. Ja jednak aby móc odnieść się po prostu do ilości spożywanych niegdyś słodyczy zamknę się w kwocie 3zł dziennie (to jedna czekolada/ lody na patyku bądź dwa batoniki w ciągu dnia) co daje kwotę 90zł miesięcznie na same słodkości. W tej chwili moje słodycze to przede wszystkim owoce, które zajadam z jogurtem naturalnym. Koszt takiego zdrowego deseru, który nie tylko zaspokaja moje pragnienie na słodkie ale i dostarcza organizmowi potrzebnych składników odżywczych i dużą dawkę witamin, to kwota ok. 2-3zł dziennie, miesięcznie wydatek w granicach 60-90zł czyli porównywalnie, choć warto tutaj zaznaczyć, że w sezonie letnio-jesiennym mamy możliwość zaopatrywania się w owoce z własnego ogródka, względnie ogródka cioci czy sąsiada:) i koszt takiego deseru w tym okresie drastycznie spada. 

3. Mięso gości na polskich stołach niemal codziennie, i nawet jak już decydujemy się przygotować wegetariański posiłek to okazuje się, że na śniadanie wcinamy kromkę chleba z plastrem szynki czy kolację w postaci zapiekanki z kurczakiem. Ja powoli odchodzę od tak częstego spożywania mięsa i w tym momencie pozwalam sobie na jeden posiłek mięsny jedynie przez 4 dni w tygodniu, czyli 2x ryba i 2x drób. Co miesiąc zjadam ok. 2kg świeżych ryb za które płacę 60-80zł oraz 2kg drobiu: kurczak bądź indyk to wydatek ok. 35zł, razem ok. 110zł. Podczas codziennego zaopatrywania się w produkty mięsne, począwszy od wędliny (ok. 20zł/kg), poprzez parówki (ok.4zł), wołowinę (ok. 24zł/kg) zakończywszy na ukochanej wieprzowinie (ok. 12zł/kg) okazuje się, że wydatki na mięso są naprawdę spore. Przy założeniu, że miesięcznie człowiek zjada 1kg szynki, jedno opakowanie parówek, pół kilo wołowiny, 3kg wieprzowiny i 3kg drobiu to średni koszt to 129zł miesięcznie. Te wytyczne mogą się komuś być może wydać przesadzone, ja jednak radzę przeanalizować swój jadłospis ponieważ rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego ile mięsa pochłaniamy. Nie muszę nikogo przekonywać, że jedzenie ryb niesie ze sobą szereg korzyści dla naszego organizmu i wyglądu naszej skóry, w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju wędlin, parówek, mielonek itp. jak również mięsa, które przeważnie kupujemy w supermarketach. 




4. Zaraz po rybie jednymi z droższych produktów są orzechy i migdały aczkolwiek ich dzienne spożycie jest niewielkie i staram się nie przekraczać ilości odpowiadającej jednej małej garści. Zamiennie używam pestek słonecznika bądź dyni. Paczka migdałów 300g kosztuje ok. 15zł, przyjmując że dzienna porcja to najwyżej 50g to jest to koszt w wysokości 2,50zł dziennie, czyli tyle co paczka paluszków, hot-dog czy zapiekanka kupione w przydrożnej budce. Człowiek często sięga w sklepie po gotowe danie, np. mrożone zapiekanki (w tym również warzywne i rybne), gotowe pizze, skrzydełka z kurczaka, hamburgery ponieważ są to dania, które nie wymagają długiej obróbki termicznej (mikrofalówka rozwiązuje wszystkie takie problemy) a tym samym oszczędzają nam czas. Co z tego jeśli wydajemy na nie o wiele więcej niż na składniki, z których możemy zrobić pełnowartościowe posiłki, które z kolei dostarczą naszemu organizmowi potrzebnych substancji i kalorii a tym samym sprawią, że po godzinie nie sięgniemy do szafki po paczkę ciastek czy kolejną porcję śmieciowego jedzenia. Koszt takich przekąsek na szybko to ok. 120-150zł miesięcznie.

5. Butelka wody mineralnej o pojemności 1,5litra to koszt ok. 2zł, butelka słodkiego napoju o tej samej pojemności nieznanej marki to koszt 1,5zł, znanej marki ok. 4zł - średnio 2,75zł. To porównanie również wychodzi na plus.

6. Warzywa to produkty, na które zdecydowanie wydaję więcej niż wcześniej (stanowią jakieś 70% mojej obecnej diety). Warzywa i owoce, zwłaszcza w miesiącach letnich i jesiennych można dostać nie tylko świeże ale przede wszystkim w o wiele niższej cenie. Żeby zrobić pyszną zapiekankę warzywną, sałatkę czy surówkę można zamknąć się w kilku-kilkunastu złotych. Dodatek fasoli, soji czy soczewicy nadaje daniu większej sytości i przede wszystkim odpowiednio doprawione świetnie zastępuje mięso. Niesamowicie oszczędnie wychodzą Ci, którzy warzywa, owoce i zioła mają możliwość uprawiać we własnym ogródku. Ja jak do tej pory posiadam hodowlę kiełków, szczypiorek, pietruszkę oraz oregano. To tylko kilka warzyw, ziół ale mam pewność w jakich warunkach są uprawiane, moim marzeniem są własne grządki z warzywami i owocami, w przyszłym roku zamierzam sukcesywnie zagospodarować w tym celu część terenów zielonych wokół przyszłego miejsca zamieszkania.





Ceny warzyw i owoców w okresie zimowym są o wiele droższe ale przede wszystkim mają o wiele mniej wartości odżywczych. O ile w okresie letnim jesteśmy w stanie zaopatrywać się na pobliskim targu to zimą jeśli mamy ochotę na świeże warzywa musimy liczyć się z tym, że są importowane oraz prawdopodobnie potraktowane różnymi chemicznymi środkami (które to właśnie umożliwiają ich daleki transport). Najlepszym rozwiązaniem są tutaj wszelkiego rodzaju przetwory, które robimy z warzyw i owoców dostępnych w sezonie, zakupionych od lokalnych sprzedawców, a które świetnie się sprawdzają zimową porą. Jeśli jednak nie mamy wprawy, czasu bądź ochoty na robienie letnio-jesiennych przetworów możemy śmiało już w okresie zimowym postawić na zakup mrożonek. Moim zdaniem smakowo nie dorównują świeżym warzywom i niestety taki rozmrożony brokuł nigdy nie będzie chrupiący, można natomiast dodać go do zupy, zrobić sos, krem itp. Mi natomiast smakowo bardzo odpowiada m.in. włoszczyzna, szpinak czy mrożone maliny. Trzeba próbować;) 

Chcę zaznaczyć, że aby zdrowo się odżywiać nie trzeba od razu zaopatrywać się w stertę popularnych egzotycznych specyfików, tj. jagody acai, owoce goji, młody jęczmień czy olej arganowy, które w sklepach z ekologiczną żywnością rzeczywiście kosztują krocie. Wystarczy trochę poszukać i popytać a wtedy zorientujemy się, że wypad do marketu można zastąpić wizytą na lokalnym targu bądź w gospodarstwie. Pamiętajcie - "jesteśmy tym, co wkładamy do ust":) 




Zdjęcia, źródło: Internet


sobota, 9 sierpnia 2014

DIETA NA TRĄDZIK, CZ.2: Co po 3 miesiącach?





DIETA NA TRĄDZIK, CZ.2: Co po 3 miesiącach?

Właściwa dieta przeciwko trądzikowi trwa 3 miesiące (szczegółowo o diecie piszę tutaj) - to wtedy dajemy naszemu organizmowi możliwość odzwyczajenia się od węglowodanów, zwłaszcza tych prostych. Po tym okresie, jakże trudnym i wyczerpującym psychicznie:) (ja oczami jadłam w sklepie wafelki z czekoladą a weekendowe pieczenie ciast przez moją mamę w żaden sposób nie ułatwiało sprawy). Z czasem zaczęłam sobie uświadamiać jak dużo cukru dziennie spożywa człowiek a wiedząc jakie to niesie konsekwencje w swojej wyobraźni zabierałam dzieciom lizaki i zrzucałam obcym ludziom z taśmy przy kasie żelki, słodkie napoje, biały chleb i przetworzoną wędlinę:P 




Po okresie 3 miesięcy dozwolone jest dopuszczenie do swojego menu węglowodanów złożonych, tj: pieczywo pełnoziarniste (najlepiej żytnie), otręby, makaron żytni, ciemny ryż, kasze - i wszystko to, co jest jak najmniej przetworzone. Chleb i makaron można zrobić samodzielnie - sama jestem na etapie eksperymentowania i przyzwyczajam rodzinę do zdrowego pieczywa przemycając w bochenkach otręby oraz pestki dyni i słonecznika.

Równie ważne są ilości wprowadzanych węglowodanów, które zwiększa się stopniowo z miesiąca na miesiąc. W 1 miesiącu w ciągu całego dnia można sobie pozwolić na jedną małą porcję (2-3 kromki pełnoziarnistego żytniego chleba na śniadanie bądź kolację lub 2-3 łyżki ciemnego ryżu bądź kaszy do obiadu). Wciąż pilnujemy żeby jadać 5 posiłków dziennie, pić minimum 1,5 litra wody mineralnej niegazowanej a warzywa stanowiły zdecydowaną większość w naszym menu. Inne produkty, które możemy spożywać w większych ilościach to: soczewica, groch, soja, orzechy, migdały, oliwa z oliwek, pestki słonecznika, pestki dyni, mięso wołowe bądź wieprzowe - najwyżej dwa razy w miesiącu. Zupełnie rezygnujemy z węglowodanów prostych, słodycze są zakazane.




W 2-3 miesiącu można zwiększyć dwukrotnie ilość spożywanych w ciągu dnia węglowodanów złożonych. Starajmy się jednak mieć je pod kontrolą i zachować odpowiednie proporcje na talerzu: 1/4 węglowodanów, 1/4 mięso, 1/2 warzywa. Najlepszym rozwiązaniem byłoby całkowite wyparcie węglowodanów prostych z naszej diety jednak racjonalne ich spożywanie, np. raz na tydzień porcja domowego wypieku, kawałek pizzy, ryba w panierce nie powinno przynieść szkody. Z drugiej strony większość 
ze znanych nam rozwiązań z użyciem białej mąki i cukru znajduje swoje odpowiedniki w zdrowych produktach - staraj się je zastępować. Różnica w smaku jest niewielka natomiast różnica dla naszego zdrowia i organizmu - ogromna. 




Przez okres tych kilku miesięcy całkowicie zmieni się Twoje spojrzenie na temat żywienia, bardziej świadomie i racjonalnie będziesz wybierała produkty do sklepowego koszyka. Będą Cię do tego motywowały zmiany, które zaobserwujesz w swoim wyglądzie i kondycji organizmu. Wybieraj to, co jest dla Ciebie najlepsze, jakość i wartość produktów spożywczych powinna górować nad drogim kosmetykiem czy kolejną marynarką.    

Czekam na Wasze komentarze i dodatkowe pytania:)





Zdjęcia, źródło: Internet

niedziela, 3 sierpnia 2014

DIETA NA TRĄDZIK - 3 MIESIĄCE








DIETA NA TRĄDZIK - 3 MIESIĄCE

Dieta ograniczająca się do 5 grup pokarmowych (ryby, drób, warzywa, owoce, nabiał) trwa jedynie przez 3 miesiące. Ważne jest żeby w tym czasie jeść TYLKO i WYŁĄCZNIE wskazane produkty a powstrzymać się przede wszystkim od słodyczy i węglowodanów.
Poniżej krótki opis dot. produktów, które wybieram a których unikam.





RYBY
CZĘSTO: Ryby najlepiej spożywać świeże. Dobrze jeśli co jakiś czas zaopatrzysz się w kilka sztuk bądź duży płat ryby w sprawdzonym i dobrym miejscu - market z dużym stoiskiem rybnym bądź sklepik rybny. Ryby po oczyszczeniu porcjuję i mrożę. Całe rybki (np. pstrągi) robię w piekarniku, płaty przygotowuję na parze (np. łososia, którego duży płat dzielę na jakieś 10 części - mam z tego 10 obiadów, wystarcza na 5 tygodni a tym samym w tygodniu mam dwa obiady z rybką w roli głównej:)) Dodatkowo kupuję wędzoną makrelę, łososia (zarówno brzuszki jak i ten na tacce jest smaczny, praktycznie nie ma ości). Wędzona rybka to u mnie dodatek do sałatek z dużą ilością warzyw.

RZADKO: Mrożone filety wrzucam do piekarnika a po kilku minutach zalewam przygotowanym wcześniej sosem (pomidorowy, paprykowy, z dużą ilością koperku posypany serem)  - wychodzi taka zapiekanka rybna. Puszkowane szprotki, makrele w sosie paprykowym/ pomidorowym, bardzo rzadko tuńczyka (ze względu na to, że tuńczyk jest rybą dużą i może zawierać większe ilości rtęci niż pozostałe wyżej wymienione rybki). Te z puszki również stanowią dodatek do sałatek. Ostatnio zdarzyło mi się zjeść śledzia w oleju z cebulką choć staram się unikać ryb utopionych w tłuszczu. 

NIE JADAM: gotowe pasty rybne, które są wysoko przetworzone. 




DRÓB
CZĘSTO: Mięso z kurczaka i z indyka. Ponieważ spożywanie mięsa wołowego czy wieprzowego jest zabronione to głównym składnikiem obiadowym zazwyczaj jest drób. Można je przygotować na setki sposobów. Ważne jest żeby ograniczyć dodatek tłuszczu, czyli bardzo rzadko smażymy kurczaka na patelni, tym bardziej wrzucamy do głębokiego oleju. Możemy go natomiast przygotować na parze, ugotować bądź przyrządzić w piekarniku. Moim ulubionym sposobem jest przygotowywanie mięsa na parze (najlepiej nadaje się oczywiście pierś) - zachowuje swoją soczystość i przede wszystkim przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Na tej samej parze po wyciągnięciu mięsa można przygotować warzywa:) Mięso pokrojone w kostkę, w plasterki, w bitki, zwijane na de volaille czy mielone ( ostatnio wykombinowałam spaghetti z gotowanego mięsa drobiowego mielonego z przygotowanym ze świeżych pomidorów sosem, nitki makaronu zastąpiłam cukinią - wyszło pysznie). Z kolei inne części kurczaka (skrzydełka, udka, nóżki itd.) świetnie wychodzą w piekarniku. Mimo tego, że jestem mięsożercą staram się nie przekraczać normy (3-4 razy w tygodniu) i pilnować by mięso było przede wszystkim głównym składnikiem obiadu a nie śniadania czy sałatki na wieczór. 

RZADKO: Podroby drobiowe takie jak wątróbka i żołądki. Są smaczne, zdrowe, nie wymagają długiego czasu przygotowania (zwłaszcza wątróbka), w porównaniu do mięsa drobiowego są bardzo tanie. Wątróbka najlepiej smakuje podsmażona :), próbowałam ją robić na parze ale nie wyszła taka smaczna. Z żołądków można zrobić sos (do zagęszczania możemy użyć śmietanki, pamiętajmy że mąka jest zabroniona). Własne wędliny i pasztety (mięso drobiowe mielone wymieszane z poszatkowanymi warzywami, plus dodatki, zapieczone w piekarniku). Bardzo rzadko daję się skusić na parówki z indyka, jeśli już to kupuję takie, które mają w sobie 80% mięsa.

NIE JADAM: Inne parówki, kupne wędliny, kupne pasztety, inne przetworzone gotowe produkty.




WARZYWA
Warzywa powinny stanowić największy procent spożywanych przez nas pokarmów. Od momentu, w którym jestem na diecie pół lodówki jest wypełnione warzywami:) W 4-ech z 5-ciu posiłków to one stanowią jeden z głównych składników - powinny zajmować ponad 50% miejsca na talerzu. Bardzo często spożywam (codziennie, co dwa dni): marchewka, seler, pietruszka (korzeń i nać), brokuł, papryka (wszystkie odmiany), pomidory, cebula, czosnek, kabaczek/ cukinia, ogórek (każdy rodzaj), rzodkiewka, sałata (każdy rodzaj), por, koperek, szpinak, kalarepa, oliwki.Pozostałe warzywa rzadziej jednak staram się aby dieta pod tym względem była urozmaicona.

CZĘSTO: Warzywa spożywane na surowo: sałatki, dodatki do omletu, jajecznicy; warzywa gotowane na parze, pieczone w piekarniku, lekko przysmażane na oliwie (później żeby zmiękły zalewam je odrobiną wody); "papki" warzywne jako sosy do mięs czy warzyw (przygotowywane w mikserze, później podgrzewane).

RZADKO: Zupy, koktajle; Warzywa smażone na patelni - zazwyczaj jako dodatek do jajecznicy, omletu (choć tutaj można tego uniknąć), wątróbki. Ograniczam spożycie: fasoli, soczewicy, soji, kukurydzy, warzyw strączkowych.

NIE JADAM: ziemniaki, kupne gotowe sałatki warzywne.  



OWOCE
Ze względu na to, że owoce zawierają cukier pozwalam sobie na nie raz, maksymalnie dwa razy w ciągu dnia. Zazwyczaj spożywam 2-3 rodzaje owoców na II śniadanie. Zawsze mieszam je z połową dużego jogurtu naturalnego (mój organizm odzwyczaił się od cukru i same owoce są dla mnie po prostu za słodkie). Nie wykluczam z diety żadnych świeżych czy mrożonych owoców, nawet bananów choć są kaloryczne i mają sporo cukru. Teraz mamy dostęp do sezonowych owoców więc można je dostać w miarę tanio, często pochodzą z własnego ogródka:) Jeśli decyduję się na drugi posiłek z wykorzystaniem owoców to stanowią one przede wszystkim dodatek do sałatek bądź koktajlu warzywno-owocowego. Nie ma tutaj zatem żadnych ograniczeń poza ilością (3 duże garście owoców do II śniadania i ewentualnie 1-2 garście owoców odpowiednio do sałatki bądź koktajlu).

NIE JADAM: Owoce suszone, przetworzone - konfitury, dżemy.



NABIAŁ
CZĘSTO: Nabiał stanowi przede wszystkim świetne uzupełnienie posiłków dlatego dodaję go bardzo często. Jajka - świetny pomysł na śniadanie (na miękko, sadzone, jajecznica, omlet), alternatywą jest serek wiejski bądź serek twarogowy - wymieszany z jogurtem naturalnym i warzywami (rzodkiewka, ogórek/ pomidor, szczypiorek, czasem papryka). Ser twarogowy, wędzony, feta, mozarella, pleśniowy - oprócz tego, że dodaję je do sałatek (rewelacyjnie komponują się z wędzoną rybą) to mozarella stanowi bardzo dobre zwieńczenie wszelkiego rodzaju zapiekanek warzywnych, rzadziej rybnych (tutaj polecam szczególnie ser wędzony). Jogurt naturalny spożywam codziennie, prawie zawsze na II śniadanie - polewam nim owoce (pół dużego opakowania), dodatkowo stanowi świetną bazę pod sosy do sałatek, ryb, mięs (z dodatkiem zielonej pietruszki, koperku, czosnku plus odpowiednie zioła i przyprawy).

RZADKO: Ser żółty, Śmietana, śmietanka, kefir, maślanka, bardzo rzadko mleko.

NIE JADAM: Wszystkie smakowe: jogurty, kefiry, maślanki i mleka; również serki smakowe, serki topione.






INNE PRODUKTY:
Tłuszcze - Ponieważ w zaleceniach diety nie ma mowy o tłuszczach próbuję ich unikać, zrezygnowałam całkowicie z oleju i masła, jeśli jestem zmuszona dodać jakiś tłuszcz to dodaję oliwę z oliwek (choć tak naprawdę staram się po prostu nie smażyć), czasem poleję nią sałatkę jedną małą łyżeczką (kiedy sos jogurtowy już mi się znudzi:)). Ograniczam w dużym stopniu również migdały, orzechy czy pestki dyni, słonecznika choć bardzo za nimi przepadam. Czasem pozwolę sobie na małą garść tych pierwszych a pestki dodaję (bardzo rzadko) tylko i wyłącznie do sałatek.

Przyprawy, zioła - ograniczam sól, mięso przyprawiam sosem sojowym, solę jedynie rybę i niestety często jeszcze warzywa. Staram się używać wielu przypraw, zwłaszcza ziół.

Napoje - Woda mineralna niegazowana co najmniej 1,5 litra dziennie pomiędzy posiłkami (latem i w wypadku wzmożonego wysiłku fizycznego oczywiście więcej).Jedyna kawa jaką piję to kawa mrożona (z mlekiem i kostkami lodu) bo to jedyna jaką mogę wypić bez cukru:), dwa razy w tygodniu zaparzam herbatę smakową.

Zapraszam do komentowania:)




Zdjęcia, źródło: Internet

piątek, 1 sierpnia 2014

DIETA NA TRĄDZIK - SZYBKO I SKUTECZNIE POZBĄDŹ SIĘ WYPRYSKÓW








DIETA NA TRĄDZIK - SZYBKO I SKUTECZNIE POZBĄDŹ SIĘ WYPRYSKÓW

Zachęcam do zastosowania diety nie tylko osoby, które chcą poprawić wygląd i stan swojej skóry ale również takie, które chcą zmienić swoje nawyki żywieniowe. Do tej pory z utęsknieniem patrzę na czekoladowe ciasteczka ale zaraz po tym jak spojrzę w lustro przechodzi mi ochota na słodkie. Dieta daje szybki i spektakularny efekt (u mnie po tygodniu było widać pierwsze zmiany). Jeśli chwytasz się kolejnych kosmetyków, drogich kuracji i zabiegów, które nie przynoszą efektów spróbuj zastosować dietę. Daj sobie 1-2 tygodnie (to naprawdę niedługi czas) i jak nie zauważysz zmian a zalecenia diety nie będą Ci odpowiadać po prostu ją przerwij.






Moja historia.
Na trądzik cierpiałam od 13 roku życia i wiek dorastania był dla mnie prawdziwą katorgą. Dopiero w wieku 23 lat wszystko w miarę się uspokoiło, tzn. zmiany na mojej skórze dawały się kontrolować, wypryski się pojawiały ale w małych ilościach a sprawdzone sposoby pomagały mi nad nimi zapanować. Trądzik wrócił do mnie jakieś 1,5 roku temu w wieku 27 lat w bardzo agresywnej formie. Najpierw zmiany pojawiły się w okolicach nosa i na czole, później rozprzestrzeniły się na policzkach, żuchwie i brodzie aż powoli pokryły całą twarz. W kilka miesięcy wrócił koszmar z młodzieńczych lat i dotychczas wypróbowane metody, które pozwalały mi nad nim zapanować, zupełnie nie działały. Tak naprawdę żaden kosmetyk nie był w stanie usunąć zmian a ja w desperacji szukałam różnych rozwiązań: kolejne niesprawdzone zestawy kosmetyków, picie drożdży (uspokoiło tylko na chwilę i pomimo dokładnego ich zaparzania nabawiłam się rewolucji żołądkowych) czy stosowanie naturalnych ziołowych, przygotowywanych samodzielnie preparatów. Zaczęłam przeglądać oferty gabinetów kosmetycznych oraz przede wszystkim dermatologicznych, nie odstraszały mnie ani inwazyjność, ani wysokie ceny zabiegów. Miałam jednak jeszcze na tyle resztek rozsądku, że wpierw udałam się do lekarza, a tak naprawdę do kilku różnych specjalistów. Wyniki miałam dobre, jedyną nieprawidłowość stwierdził endokrynolog po tym jak zobaczył wyniki na gluzkozę i insulinę. Wykazały one, że mój organizm osiąga prawidłowe stężenia glukozy dzięki zbyt wysokim stężeniom insuliny i to właśnie insulina jest powodem zaburzeń równowagi energetycznej oragnizmu i jednocześnie może powodować male odchylenia hormonalne (miałam lekko podwyższony progesteron). Czyli insulina zbijała ciągle podskakującą glukozę - cukier, którego przyjmowałam zdecydowanie za dużo. W moim przekonaniu dżywiałam się naprawdę bardzo dobrze, uprawiałam sporty ale miałam również słabość do makaronów, ryżu, kasz no i słodkości. Kilogramy mi się nie odkładały więc folgowałam sobie zwłaszcza z czekoladą i domowymi wypiekami (napady głodu, które mi towarzyszyły wiązałam bezpośrednio ze swoją aktywnością fizyczną i zapotrzebowaniem na większą ilość kalorii). 
Zalecenia endokrynologa były takie: 
- zero słodyczy, 
- 5 posiłków dziennie, dzienne spożycie kalorii nie większe jak 1800kcal
- spożywać jedynie: ryby, drób, warzywa, owoce i nabiał 








Dietę zalecił mi lekarz ale po dłużdzym czasie stosowania jej mogę stwierdzić, że jest to bardziej zdrowy sposób odżywiania się niż dieta, która kojarzy nam się chociażby z drastycznymi sposobami na pozbycie się tkanki tłuszczowej. W moim przekonaniu jest bezpieczna mimo tego, że ilość zdrowych węglowodanów jest ograniczona. Dieta z kolei wyklucza z naszego menu całkowicie złe węglowodany takie jak białe pieczywo, biały ryż, ziemniaki i przede wszystkim wszelkiego rodzaju słodycze. Miałam spore wątpliwości przed wprowadzeniem diety i mimo tego, że lekarz zapewnił mnie, że to bezpieczne to przeszukałam internet wzdłuż i wszerz:) Jest to dieta niskowęglowodanowa, natomiast nie pozbawiona węglowodanów zupełnie (znajdują się w warzywach, owocach a nawet nabiale). Przez ich znaczne ograniczenie nie czuję natomiast spadku energii, regularnie ćwiczę (fitness), nie mam żadnych dolegliwości, które mogłyby mnie niepokoić. Moi znajomi i rodzina widzą róźnicę i sama polecam im tę dietę, chociażby dla zdrowia.





Co dała mi dieta? 
1. Pierwsze i najważniejsze - zniknął trądzik w ekspresowym tempie, tak jak pisałam w poprzednim poście już po tygdniu było widać zmiany a po miesiącu cera wyglądała tak, jak jeszcze nigdy w moim życiu (niesamowicie nawilżona, odżywiona, przyjemna w dotyku). Ten stan utrzymuje się po dziś dzień.
2. Zrzuciłam kilka kilogramów. Nigdy specjalnie nie przywiązywałam uwagi do swojej wagi, bardziej skupiałam się na tym jak wygląda moje ciało. Jestem wysportowana i kilogramy u mnie to bardziej mięśnie niż tłuszcz aczkolwiek w konsekwencji po wprowadzeniu diety straciłam kilka kilogramów (średnio 1,5kg na miesiąc przez pierwsze miesiące), brzuszek "zniknął" a ciało wysmukliło się.
3. Zniknęły dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Czasem po zjedzeniu, zwłaszcza ciężkostrawnych rzeczy, miałam bóle żołądka, częściej jednak odczuwałam dyskomfort związany z dolegliwościami jelitowymi (wzdęty brzuch, gazy). To wszystko minęło po zastosowaniu diety. Przy niskim spożyciu węglowodanów co wiąże się również ze zmniejszonym spożyciem błonnika mogą nas dopaść zaparcia. Ja spożywam warzywa i owoce bogate w błonnik i piję przede wszystkim dużo wody - to bardzo ważne żeby wyrobić w sobie codzienny nawyk picia wody (ja wypijam minimum 1,5 litra dziennie wodę niegazowaną, zazwyczaj pomiędzy posiłkami).
4. Poprawa samopoczucia. Czuję się lekko i zdrowo. Wciąż nie mogę się nadziwić (i mój chłopak również), że wprowadzenie diety tak bardzo zmieniło stan mojej skóry.

Dietę z zastosowaniem jedynie 5-ciu grup pokarmowych (ryby, drób, warzywa, owoce, nabiał) stosuje się jedynie przez okres 3 miesięcy. Później dieta obejmuje dobre węglowodany, które należy spożywać codziennie ale w małych ilościach.

W kolejnym poście bardziej szczegółowo o tym jakie produkty jadać przez okres 3 miesięcy i jakie produkty wprowadzić do diety po tym czasie:)



Zdjęcia, źródło: Internet

KOSMETYK WSZECH CZASÓW






KOSMETYK WSZECH CZASÓW

Zdaję sobie sprawę, że poszukiwania idealnego kremu do twarzy czy maskary to temat niezgłębiony i kobiety często "błądzą", dokonują złych wyborów zanim trafią na ten właściwy jedyny w swoim rodzaju magiczny specyfik:)(stąd garście wysuszonych tuszów oraz niewykorzystane tubki/ słoiczki cudotwórczych kremów). Wyboru nie ułatwia nam fakt, że na rynku jest cała gama produktów mocno zróżnicowanych cenowo, trudno się zatem zdecydować. Jeśli do tego dodamy opinie sprzedawców, opinie koleżanek, opinie w internecie - chaos gwarantowany:) Poza tym coraz więcej stron internetowych pozwala nam porównać wszystkie obecne na rynku specyfiki oraz zapoznać się z opiniami osób, które z danym produktem miały już do czynienia. Tutaj również sprawdzamy, śledzimy opinie, ilość gwiazdek, skład produktu a później szybko przechodzimy do sklepu internetowego i zapełniamy nasz wirtualny koszyk. Czas stracony na wyszukiwanie tych wszystkich informacji według mnie jest niewspółmierny z efektem końcowym.

Trzeba sobie bowiem uświadomić, że nie ma kosmetyków uniwersalnych, każdy ma inną skórę, która w różny sposób będzie reagowała na dane substancje czy zabiegi kosmetyczne. Jeśli jakiś krem pomógł 100 osobom, wcale nie oznacza, że pomoże również Tobie (o ile można tutaj mówić w ogóle o jakiejkolwiek pomocy - ale o tym poniżej:))



Swego czasu szukanie informacji w taki sposób i kupowanie produktów były dla mnie nieodłączną strategią w wyborze kosmetyków. Czy odnalazłam swój jedyny, cudotwórczy specyfik? Raczej nie. Oczywiście po wypróbowaniu kilkunastu żeli do twarzy czy kremów na noc jestem w stanie wskazać na produkty, które trochę lepiej radziły sobie z moją skórą natomiast nigdy nie zauważyłam spektakularnego efektu, który utrzymywał by się na dłużej. Niezrażona niepowodzeniami szukałam dalej, zaopatrywałam się w SERIE! (o nie, nie były to pojedyncze kosmetyki), które często pochłaniały spore pieniądze. W momencie, w którym mój trądzik, o którym wspominałam w poprzednich postach, najpierw powrócił a później zaczął się uaktywniać i doszło do sytuacji, w której nie mogłam sobie z nim poradzić - poszłam po prostu do lekarza, a tak naprawdę kilku specjalistów. Pomogły nie leki, nie kolejne specyfiki, drogie kuracje czy zabiegi kosmetyczne a tylko i wyłącznie DIETA.



Ja wiem, że większość z Was będzie bardzo trudno przekonać, że to właśnie sposób odżywiania ma największy wpływ na wygląd naszej skóry i szybko powróci jednym ruchem ręki do przeglądania najnowszych kosmetycznych ofert. Internet, tv, otoczenie - stąd atakują nas wszelkie informacje utwierdzając w przekonaniu, że ten właśnie krem rozwiąże wszystkie Twoje problemy - usunie zmarszczki, nawilży skórę, usunie pryszcze, a później jeszcze zrobi obiad, wywiesi pranie i zaprowadzi dziecko do przedszkola;) I zazwyczaj wygląda to tak, że kupujemy drogi krem na zmarszczki a później godzinami leżymy na słońcu, krem do twarzy i zajadamy się zestawem z KFC popijając Pepsi (oczywiście Light) czy krem wyszczuplający a przy kasie dorzucamy do koszyka słodki (oczywiście pełnoziarnisty) batonik. Same siebie oszukujemy próbując utwierdzić się w przekonaniu, że dany specyfik zadziała (no bo przecież mówili i pokazywali w reklamie, farmaceutka zapewniała a koleżance to prawdziwy lifting zrobił). Przestajemy zwracać uwagę na to, co jemy a to jedzenie jest przecież głównym źródłem składników odżywczych, które wpływają na wygląd naszej skóry, naszego ciała ale przede wszystkim na kondycję i zdrowie naszego organizmu. Zapominamy, że kosmetyki mają na celu jedynie poprawić nasz wygląd, mogą sprawić, że będziemy wyglądały trochę lepiej, z wyraźnym podkreśleniem TROCHĘ:)


Mi samej bardzo trudno było się przekonać ponieważ dłuższy czas zmagałam się z trądzikiem i wiem ile mnie to kosztowało (kuracje antybiotykowe, specjalne maści, kremy, płyny) dlatego jak usłyszałam diagnozę i zalecenia lekarza to w żaden sposób nie dochodziła do mnie ta informacja. Dodatkowym argumentem z mojej strony na "nie" był fakt, że od kilku lat odżywiałam się naprawdę zdrowo. Już dawno zrezygnowałam ze słodkich napoi, niezdrowych przekąsek czy fast-foodów a w mojej codziennej diecie było przede wszystkim sporo warzyw, ryba co najmniej raz w tygodniu, różnorodność spożywanych mięs, pieczywo tylko pełnoziarniste, dużo kaszy czy makaronów, jedynie za owocami nie przepadałam co rekompensowałam sobie słodkościami - zwłaszcza czekoladą.  

Postanowiłam spróbować i uwierzcie, już po pierwszym tygodniu moja skóra się uspokoiła, po drugim tygodniu zmiany, które miałam zaczęły się goić, nowe natomiast w ogóle się nie pojawiały. Po miesiącu czasu moja skóra odzyskała dawny wygląd a nawet więcej, zniknęły nie tylko wypryski, skóra zrobiła się gładka i nawilżona jak nigdy. Żaden żel, żaden krem czy inny kosmetyk nigdy nie dał takiego efektu. Dlatego moja DIETA to mój Kosmetyk Wszech Czasów. 

Kolejny post będzie poświęcony opisowi diety, zapraszam:)



Zdjęcia, źródło: Internet